Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu otrzymałam od kilku osób sygnały, że czekają na nowy wpis. Szczerze nie zdawałam sobie sprawy z tego, że ktokolwiek chce jeszcze czytać o tym co tutaj piszę. Miła niespodzianka.
Trochę się u mnie pozmieniało. Czy na lepsze? W pewnych kwestiach na pewno. Po pierwsze, w końcu, po bardzo długim czasie poczułam, że niektórzy faceci są jednak ok. Nie mówię, że nagle zmieniam swoje danie na ich temat o 180 stopni, ale powiedzmy, że znalazł się ktoś, dzięki komu chyba trochę w to uwierzyłam. Całe szczęście, że Pan o którym mowa (nazwijmy go Panem M.), nie ma pojęcia o tym blogu, bo chyba nie byłby za bardzo zadowolony z faktu obrabiania mu dupy na forum publicznym. Tak czy siak, facet jest mądry, w miarę przystojny, choć nigdy nie ukrywałam, że mój "ideał faceta" trochę odbiega od tego jak wygląda M. Co najważniejsze - mega życiowy. Rozumiecie w czym rzecz? To ten typ, który jak mówi że coś zrobi, to nie trzeba mu tego później 10x przypominać. Bardzo pracowity, co czasami bywa problematyczne. Jest zawsze kiedy dzieje się coś złego. Można na nim polegać. Poza tym znamy się już jakiś czas. To ważne. Budowanie czegoś na fundamencie przyjaźni bardzo pomaga. Szczerze nie mam pojęcia jak zdefiniować to coś, co teraz jest między nami. Chemia jak diabli. Partnerstwo dusz. Zrozumienie. Bezpieczeństwo. Zaufanie. Tęsknota. Radość bycia razem. Momentami zdrowa zazdrość. Miłość? Chyba jeszcze nie. Znacie moje zdanie na ten temat. Wielkie słowa wymagają wielkiej rozwagi i wyczucia. Rzucanie ich na wiatr niczego dobrego nie wnosi. Niech sprawy powoli toczą się swoim rytmem. Chyba najśmieszniejsze, a może raczej najbardziej zaskakujące i urocze na swój sposób jest to, że kiedy po raz pierwszy nas sobie poznano, od razu znaleźliśmy wspólny język, jakbyśmy znali się od lat. I jak Boga kocham, nie przyszło by mi wtedy do głowy, że za jakiś czas nie będę już mogła normalnie bez Niego funkcjonować. Mamy z M. deal. Kiedyś się pobierzemy. Serio.
Sprawa druga - Lachy. Zrezygnowałam. Nie chcę wchodzić tutaj w szczegóły, bo podejrzewam, że mało kogo to interesuje. Niemniej jednak moja przygoda z tym zespołem dobiegła końca. Czy żałuję? Jasne, że tak. Czy miałam inne wyjście? Nie. Nie można mieć w życiu wszystkiego. Trudno.
Kończy się powoli rok szkolny. Ja ostatkiem sił staram się dopiąć wszystkie sprawy zawodowe na ostatni guzik przed moim wyjazdem do Szwecji. Osobiste również. Póki co z marnym skutkiem. Brawo Ala, brawo....