Tak, wiem. Dawno mnie tu nie było. Klawiaturę pokrył kurz, a mi przybyło kilka zmarszczek. Mea culpa.
Szczerze? Po raz trzeci biorę się za pisanie. Po raz trzeci i ostatni.
Co nowego? Sporo. Nie do końca jestem przekonana do wylewania żółci na blogu, ale duszenie w sobie pewnych spraw działa na mnie nad wyraz niekorzystnie.
Sprawa nr 1. Od 2 tygodni jestem na racjonalnej diecie. RACJONALNEJ. Poważnie.
Jem !!! ( Uprzedzam głupie pytania! )
Samo to sprawia, że stałam się trochę bardziej... drażliwa ;)
Niedługo wakacje, trzeba się doprowadzić do porządku.
Więcej ruchu, zdrowe jedzenie, hektolitry wody z cytryną i pieprzem Cayenne. Będzie dobrze ;)
Sprawa nr 2. Lachy. Miałam naiwnie nadzieję, że fala krytyki, niechęci względem mojej osoby, dziecinnego zachowania dziewczyn, obgadywania i generalnego zachowywania się jak w gimnazjum z czasem minie. Nie minęło. I chyba się pogłębia. 2 maja mamy koncert. Zatańczę, zaśpiewam i chyba ładnie podziękuję za współpracę. Przykro mi, smutno, czuję, że zawiodłam siebie, ale takie jest życie. Mam 26 lat. Nie pozwolę, żeby ktoś bez powodu traktował mnie jak osobę gorszej kategorii. Gardził mną i dawał mi odczuć, że czegoś ewidentnie mi brakuje. Może i brakuje, przyznaję. Uczę się !!! Czy to tak trudno pojąć?
Lubię folklor. Lubię Lachy. Lubię taniec. Daje mi to poczucie spełnienia. Poczucie, że robię coś fajnego. Ale niestety, nie za wszelką cenę. Nie takim kosztem.
Sprawa nr 3. Faceci. Kurde, temat rzeka. Ja mam po prostu zajebisty talent do wpadania z deszczu pod rynnę. I nadal za bardzo ufam. Błąd Ala. Wielki błąd. Sparzona po raz drugi. Koniec tematu.
"Może ważne rzeczy zdarzają się na wiosnę?" Serio? Fajnie.
Aaaaa najważniejsze! W przyszłą Niedzielę przylatuje moja siostra :) Lojalnie uprzedzam - przez 2 tygodnie nie ma mnie wtedy dla nikogo !
sobota, 25 kwietnia 2015
czwartek, 9 kwietnia 2015
Mały update.
Chwilę mnie nie było, wiem. Co prawda nie mam zielonego pojęcia, czy ktokolwiek mnie tu jeszcze odwiedza, ale pisanie traktuję jako swoistego rodzaju autoterapię, więc mam to generalnie gdzieś. Jakoś ostatnimi czasy coraz więcej rzeczy, ludzi i spraw zaczynam mieć gdzieś. I wiecie co? Dobrze mi z tym.
Do meritum.
W ciągu ostatniego tygodnia działo się u mnie naprawdę sporo i dopiero teraz mam czas, żeby nadrobić zaległości. Nie będzie to post o niczym fascynującym, więc jak ktoś nie ma czasu na czytanie tego co napisano poniżej, żegnam.
Zacznę chyba od tego, że po raz kolejny przekonałam się, jak zdrowie potrafi być kruche i jak bardzo trzeba się starać, żeby być zdrowym jak najdłużej się da. Banał, wiem, ale kiedy stoi się w obliczu cierpienia najbliższej osoby w życiu, to człowiek sobie zaczyna układać w głowie pewne sprawy. Na szczęście wszystko jest już ok. Tyle w tym temacie.
Święta, Święta i po Świętach. Generalnie nie lubię Wielkanocy. Nie czuję tego klimatu. Zupełnie. Jedyne co czuję co roku w okolicach kwietnia, to przeżarcie i przepicie. W tym roku było jednak zupełnie inaczej. To znaczy, przeżarcie i przepicie bez zmian, ale spędziłam je w Szwecji. Było FANTASTYCZNIE. Jeśli ktoś kiedykolwiek miał okazję być w Skandynawii, to wie o czym mówię. Ale co najważniejsze, po raz pierwszy od kilku lat udało mi się spędzić ten czas z siostrą i szwagrem, a to dwie z naprawdę niewielu osób na tym świecie, za którymi wskoczyłabym w ogień. Nie chcę się rozpisywać na ich temat, bo mogą sobie tego nie życzyć, ale słowa nie są w stanie opisać tego jak bardzo ich kocham i jestem im wdzięczna za to, że są. Tak po prostu. DZIĘKUJĘ !!!!
Poza tym wszystkim to powoli wracam do normalnego, nudnego życia. Dzisiaj dowiedziałam się, że czeka mnie w najbliższym czasie trochę więcej pracy w jednej ze szkół, ale to chyba dobrze. Zawszę wychodzę z założenia, że wolę mieć dużo pracy, bo nie mam wtedy czasu myśleć o głupotach. Sprawdza się to u mnie w 100%.
A co nowego w Lachach? A no 2 maja mamy występ. Taki mój pierwszy, poważny występ. Z tańcem i śpiewem. Jestem szczerze zesrana...
Z pozdrowieniami,
niezmiennie (bo zastanawiam się nad zmianą koloru włosów na blond) Czarna.
Do meritum.
W ciągu ostatniego tygodnia działo się u mnie naprawdę sporo i dopiero teraz mam czas, żeby nadrobić zaległości. Nie będzie to post o niczym fascynującym, więc jak ktoś nie ma czasu na czytanie tego co napisano poniżej, żegnam.
Zacznę chyba od tego, że po raz kolejny przekonałam się, jak zdrowie potrafi być kruche i jak bardzo trzeba się starać, żeby być zdrowym jak najdłużej się da. Banał, wiem, ale kiedy stoi się w obliczu cierpienia najbliższej osoby w życiu, to człowiek sobie zaczyna układać w głowie pewne sprawy. Na szczęście wszystko jest już ok. Tyle w tym temacie.
Święta, Święta i po Świętach. Generalnie nie lubię Wielkanocy. Nie czuję tego klimatu. Zupełnie. Jedyne co czuję co roku w okolicach kwietnia, to przeżarcie i przepicie. W tym roku było jednak zupełnie inaczej. To znaczy, przeżarcie i przepicie bez zmian, ale spędziłam je w Szwecji. Było FANTASTYCZNIE. Jeśli ktoś kiedykolwiek miał okazję być w Skandynawii, to wie o czym mówię. Ale co najważniejsze, po raz pierwszy od kilku lat udało mi się spędzić ten czas z siostrą i szwagrem, a to dwie z naprawdę niewielu osób na tym świecie, za którymi wskoczyłabym w ogień. Nie chcę się rozpisywać na ich temat, bo mogą sobie tego nie życzyć, ale słowa nie są w stanie opisać tego jak bardzo ich kocham i jestem im wdzięczna za to, że są. Tak po prostu. DZIĘKUJĘ !!!!
Poza tym wszystkim to powoli wracam do normalnego, nudnego życia. Dzisiaj dowiedziałam się, że czeka mnie w najbliższym czasie trochę więcej pracy w jednej ze szkół, ale to chyba dobrze. Zawszę wychodzę z założenia, że wolę mieć dużo pracy, bo nie mam wtedy czasu myśleć o głupotach. Sprawdza się to u mnie w 100%.
A co nowego w Lachach? A no 2 maja mamy występ. Taki mój pierwszy, poważny występ. Z tańcem i śpiewem. Jestem szczerze zesrana...
Z pozdrowieniami,
niezmiennie (bo zastanawiam się nad zmianą koloru włosów na blond) Czarna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)