czwartek, 26 marca 2015

O... nieznośnej lekkości bytu.

"Jak poradzić sobie z tą frustracją, że czujesz, że możesz i powinieneś robić tyle wspaniałych rzeczy, a nie masz siły?"
-M.Halber

Dzień 1927364. Kolejny jałowy.  Kolejny bez smaku.
Praca, dom, praca, dom, próba, praca, dom. Schemat tak oczywisty i banalny, że aż przerażający. I nic pomiędzy, co przeraża mnie jeszcze bardziej.
Do tego polecony ostatnio i obejrzany film (Ask Me Anything), który na tyle skutecznie odcisnął swoje piętno na mojej i tak już nieźle zrytej psychice, że nawet psychotropy nie pomogą. Bo trochę jakby o mnie? Nie. Bo w 100% o mnie. Dzięki Panno M. 
Zaczęłam od cytatu. O jakże on prawdziwy!
Potencjał? JEST.
Chęci? SĄ.
Czasu? BRAK.
Gdyby nie fakt, że jakiś czas temu zdecydowałam się na tańce, monotonia dnia codziennego totalnie by mnie dobiła. I choć przebywanie z niektórymi ludźmi na owych próbach dobijają mnie znacznie bardziej, to zawsze to jakieś urozmaicenie.
W pewnym momencie swojego życia człowiek zaczyna się zastanawiać, po co robi to co robi i czy kiedykolwiek będzie to miało na nie jakiś pozytywny wpływ.
Do tego wczorajsza rozmowa z pewnym Panem, nazwijmy go "Pan Zagdka", która uświadomiła mi, jak bardzo głęboko w dupie jestem ze swoimi problemami dnia codziennego. Pouczające lecz dołujące na maxa zarazem.
I wiecie co? Samotność też bywa męcząca. Pomimo tego, że ponad wszystko cenię sobie wolność, zaczyna mi chyba brakować kogoś, kto dzieliłby ze mną ten mały, patologiczny świat.
Nie pytajcie mnie o sens tego posta. Nie doszukujcie się drugiego dna.
To wewnętrzna potrzeba obrzydliwego ekshibicjonizmu wystukuje na klawiaturze kolejne litery. Chyba mało mam z tym wspólnego. To się po prostu dzieje. 
Zły dzień. Kobietą być. To tłumaczy wszystko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz