niedziela, 29 marca 2015

O... debiucie weterana.

Korzystając z wolnej chwili, postanowiłam podzielić się z Wami wrażeniami z dzisiejszego przedpołudnia.
Chodzi o Lachy. O mój "pierwszy raz". Co prawda bez tańców, ale śpiewy w górnym C odchodziły jak się patrzy. Z okazji Niedzieli Palmowej - nomen omen do Kościoła mi jakoś ostatnim czasy nie po drodze, o czym będzie traktować osobny post - razem z zespołem śpiewaliśmy na mszy w Skansenie.
Klimat pierwsza klasa. Nie zrozumiecie chyba tego uczucia, kiedy macie zaszczyt wystąpić w prawdziwym, regionalny stroju. Pamiętam jak mniej więcej rok temu, w maju 2013, było mi dane wziąć udział w Festa dei Popoli ( Festiwal Ludzi) na Lateranie w Rzymie. Wróciły cudowne wspomnienia. Podobne emocje, podobne wrażenia. Może tylko ludzie inni... zupełnie inni. Ale o tym też napiszę przy innej okazji. Prawdopodobnie wtedy, kiedy będę miała wyjątkowo podły dzień i będę chciała wylać z siebie trochę żółci. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj był dobry dzień.
Cóż... Pewnie większość z Was nie zrozumie nigdy tej mojej całej zajawki związanej z folklorem. Sama nie do końca jestem w stanie przypomnieć sobie konkretny moment, kiedy zrodził się w mojej głowie pomysł na ten rodzaj urozmaicenia sobie życia.
Wiem jedno - jak na coś się uprę i na czymś mi naprawdę zależy, to pomimo różnych przeciwności, których nie brakuje, robię to na 200% i nie rezygnuję. Nigdy. Może kiedyś dostanę za to mocno po dupie. Może już teraz ktoś stara mi się na siłę udowodnić, że się nie nadaję. Mam to gdzieś. Robię swoje.
Za niedługo mój pierwszy wspólny wyjazd z zespołem. Mam mieszane uczucia. Co prawda bardzo chcę się zintegrować z resztą grupy, ale czasami mam wrażenie, że staram się przebić głową mur. Jak będzie? Nie wiem. Ale musi być dobrze, bo gorzej już nie będzie.
P.S. Sporo dzisiaj biegałam. Jak do tej pory, to dla mnie jeden z najbardziej skutecznych sposobów, żeby oczyścić umysł. To dla mnie swoistego rodzaju medytacja. Tylko ja i muzyka. I kilometry, których nawet nie liczę. Forma z tygodnia na tydzień coraz lepsza. Byle nie zapeszyć.
P.S.2. Pomimo tego, że ten tydzień w pracy ( w sumie to od poniedziałku do środy ) zapowiada się bardzo intensywny i stresujący, przy życiu trzyma mnie myśl, że w czwartek lecę na Święta do siostry i szwagra do Szwecji. Potrzebuję urlopu. Potrzebuję resetu.
Słowo na Niedzielę : "Uniwersalny sposób na szczęście: Albo należy zmniejszyć oczekiwania, albo zwiększyć wysiłki."
Amen. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz